poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział IV


Albus obudził się w skrzydle szpitalnym z lekkim bólem brzucha. Obok niego na krześle siedzieli James i Rose.

- Stary, ale nam napędziłeś stracha! - zwrócił się do niego trupioblady chłopak. Ro w panice ścisnęła go za szyję.

- AUU! - zawył - Zwariowałaś, czy jak?!

- Sprawdzałam, czy masz puls - odparła czerwieniąc się.

- Kto cię tak urządził? - spytał James - Pomfrey mówi, że będziesz musiał być co najmniej tydzień w Skrzydle Szpitalnym, bo to zaklęcie zostało rzucone nieprawidłowo i coś tam... Błagam, nie karz mi tego powtarzać! - zamyślił się i po chwili palnął - A nie, czekaj, czekaj, wiem: Malfoy, tak?

- Co: Malfoy?

- No, on cię zatentegesował, no nie?

Al pokiwał głową.

- Pożałuje.. - szatyn zacisnął pięści - Najpierw zamorduję jego, potem jego matkę, a na koniec wgniotę w ziemię jego starą chałupę...

- Trochę za dużo jak na jeden raz. Wystarczy, że go zamordujesz - zażartował James. Rose zachichotała.

- Gratulacje, panowie Potter, pani Weasley - zagrzmiała profesor McGonagall, która od dłuższego czasu przysłuchiwała się ich rozmowie zza grubego, obrośniętego sztucznym bluszczem słupa - pozwoli państwo, że zanim dokonacie tych wiekopomnych czynów, Gryffindor straci pięć punktów.



***



Harry leżał na kanapie w salonie przykryty kocem. Złapało go jakieś przeziębienie, ale w Magicznej Aptece zabrakło eliksirów na tego typu schorzenie. Nic dziwnego, skoro wybuchła epidemia grypy...  Cały dzień spędził w ten sposób, jedynie w towarzystwie Lily siedzącej w pokoju. Przed chwilą obudził się z drzemki i postanowił włączyć wiadomości, bo skoro nie mógł iść do pracy, chciał chociaż w jakiś sposób uczestniczyć w chwytaniu ostatnich śmierciożerców.

- Witam na wieczornym wydaniu Mody Czarodziejskiej!

KLIK!

- Przed skorzystaniem zapoznaj się z treścią ulotki, lub skonsultuj się z uzdrowicielem lub...

KLIK!

- A teraz zaśpiewa nasza ulubiona czarownica, Madonna!

"To Madonna jest czarownicą?" - zdziwił się Wybraniec - A z resztą, w co ja się bawię! - zezłościł się i odrzucił pilot na bok. Chwycił różdżkę i skierował ją na ekran.

- Transibit!

Ekran zaświecił się na czerwono i odezwał się kobiecym głosem.

- Wybrałeś opcję "Przełącz się" za pomocą zaklęcia Transbit. Na jaki kanał chcesz przełączyć?

- Wiadomości Ze Świata Magii - mruknął Harry.

- Zlecenie w trakcie realizacji... Proszę czekać, to może zająć od piętnastu do trzydziestu minut...

Harry jęknął i wyłączył odbiornik. W tej chwili dało się słyszeć łomotanie do drzwi. Jak przez mgłę usłyszał głos Ginny, zanim wyszła z domu:

- Harry, masz leżeć w łóżku, jasne? Inaczej zastosuję tę miksturę ciotki Muriel...

Mężczyzna wzdrygnął się. Za nic nie chciał znowu przechodzić tych tortur.

- LILY, KOTKU, KTOŚ PUKA, MOŻESZ OTWORZYĆ? - krzyknął. Po paru sekundach ze schodów zbiegła jego córka. Ponieważ Lily musiała zamknąć drzwi od przedpokoju, Harry nie słyszał, kto wszedł. Po chwili dziewczynka wbiegła do pokoju.

- Tato, ciocia Hermiona przyszła. Mówi, że ma sprawę do mamy, ale jej nie ma, więc powiedziała, że możesz być ty.

- Hermiona? - zdziwił się - przecież ona miała być w Grecji... To musi być coś ważnego. Zerwał się z kanapy i pobiegł do holu. Na drugim końcu stała zaczerwieniona Hermiona w potarganych włosach i z chusteczką higieniczną w ręku. Kiedy zobaczyła, że zbliża się Harry, natychmiast do niego podbiegła i zarzuciła mu ręce na szyję.

- HERMIONO, CO SIĘ STAŁO? - przeraził się. Nigdy nie widział przyjaciółki w takim stanie. Głośno wydmuchała nos i puściła Harrego.

- Więęęęccc jaaaa... - szlochała. Po chwili znowu wybuchła płaczem.

- Chodź, naleję ci herbatę i wszystko mi opowiesz - zaproponował łagodnie - ale najpierw się uspokój. Kobieta pokiwała głową i pozwoliła zaprowadzić się do kuchni. Kiedy picie było gotowe i oboje usiedli przy stoliku, trochę się uspokoiła. Pociągnęła potężny łyk gorącego napoju i zaczęła mówić łamiącym się głosem:

- Więc... Ja... Byłam w hotelu, i Rooon poszedł do miasta... I wrócił z jakąś babą... Zaproponowałam deser... Upuściłam jej na szatę kawałek ciasta... Nazwała mnie szlamą, a Ron nawet mnie nie bronił... Powiedział, że to jego współpracowniczka... Muszą wyjechać w jakiejś ważnej sprawie... Teleportowali się.

Po policzkach Hermiony pociekły łzy.

- Harry, ja nie wiem co o tym myśleć! Szatyn westchnął. Poprawił okulary na nosie i stwierdził:

- Nie sądzisz, że trochę przesadzasz, Hermiono? Nie wyciągajmy pochopnych wniosków, wierzmy Ronowi. Przynajmniej na razie. Pogadam z Ginny, ale na pewno zgodzi się, żebyś na czas nieobecności Rona zamieszkała u nas. Wystarczy, że weźmiesz swoje rzeczy.

- Och, Harry! - uśmiechnęła się smutno - dziękuję, chyba bym nie wytrzymała sama. Tylko nie mówmy nic moim dzieciom, dobrze?

- Jasne.

Po chwili znowu ktoś zapukał. Tym razem to była Ginny.

- Harry, nie uwierzysz! - rozpromieniła się i pocałowała męża w policzek. Jednak uśmiech spełzł jej z twarzy, kiedy zobaczyła jego niewesołą minę i Hermionę, która wyglądała jakby właśnie przeżyła nalot bombardowców.

- Kochani, co się stało?



***


Ted Lupin siedział w bibliotece i czekał. Co jakiś czas zerkał na złoty zegarek, który dostał od ojca chrzestnego na piętnaste urodziny.

Gdzie ona jest?

Po chwili do środka weszła piękna dziewczyna o urodzie wili. Potrząsnęła swoimi srebrzystymi włosami. Chłopak poderwał się z miejsca.

- Veruca... - szepnął - Czekałem.

- Za dluga ty czekaleś na mni? - zmartwiła się. Jej głos miał w sobie... to coś. I ten francuski akcent...

- Nigdy nie czeka się za długo na ciebie - stwierdził i chwycił ją za rękę. Veruca spojrzała mu w oczy i przybliżyła się. Teddy pocałował ją. Ona odwzajemniła pocałunek.

- BIBLIOTEKA JEST ZAMKNIĘTA! - ryknęła zza biurka bibliotekarka - JUŻ MI STĄD, BO ODEJMĘ TYSIĄC PUNKTÓW GRYFFINDOROWI I RAVENCLAWOWI!

Oboje odskoczyli od siebie i szybko wybiegli za drzwi.

- Możi mi pójdziemy na błonia? Tam jist... pięknij... - zaproponowała Veruca, nerwowo zerkając za ramię.

- Dobry pomysł, skarbie - zgodził się Teddy.

***

Tej nocy cały Hogwart usłyszał przenikliwy wrzask dochodzący z lochów. Wszystkie cztery dormitoria zerwały się na równe nogi. Nawet gruchająca parka romansująca na błoniach była zmuszona do powrotu do zamku.

- ŻE... JAK?! - młody Malfoy zrobił się czerwony na twarzy. Usiłował dosięgnąć i zmiąć list, który przed chwilą przeczytała mu profesor McGonagall.

- Panie Malfoy, proszę się uspokoić! - nauczycielka za pomocą zaklęcia zamknęła kopertę w swoim gabinecie.

- MÓJ OJCIE NIGDY... BY CZEGOŚ TAKIEGO NIE ZROBIŁ! TO JAKIŚ SPISEK! - ryknął Simphson.

- Panie Malfoy, proszę myśleć rozsądnie: przecież się podpisał! Minus dwadzieścia punktów dla Slytherinu za ten nocny koncert wrzasków! A teraz żegnam pana, muszę uspokoić resztę dormitoriów, że to nie był wybuch bomby atomowej, tylko krzyki pana Malfoya. I przypominam panu, że ma pan jutro szlaban u woźnego Filcha. To chyba żadna strata, skoro pana ojciec zabronił panu wycieczek do Hogsmeade...

- EXPELIARMUSS! - ryknął Malfoy w stronę pani profesor. Całe szczęście udało jej się zablokować zaklęcie tarczą.

- Coś takiego, uczeń miota zaklęciami w nauczyciela... - McGonagall pokręciła głową - PANIE, MALFOY ma pan przez dwa miesiące szlaban u mnie, zaczynając od JUTRA. Poza tym, pański dom traci jeszcze pięćdziesiąt punktów. Życzę miłej nocy. Przed drzwiami dało się słyszeć chichoty.

- PANIE POTTER, PANI WEASLEY, GRYFFINDORN ZNOWU TRACI PIĘĆ PUNKTÓW ZA PODSŁUCHIWANIE I WŁÓĆZENIE SIĘ PO CISZY NOCNEJ! A TERAZ JAZDA DO DORMITORIUM!



***



Ginny zaproponowała Hermionie kąpiel na uspokojenie. Teraz ona i Harry siedzieli przygnębieni na kanapie w salonie.

- Jak Ron mógł jej coś takiego zrobić! – zacisnęła pięści – może wyślemy Lily do matki, co? Niech Hermiona sobie odpocznie.

Harry pokiwał głową.

- Mam nadzieję, że dobrze się czujesz, bo ciotka Muriel już przygotowała miksturę – żartobliwie pogroziła mu palcem. Pocałowali się.

- O, właśnie, Harry, list od dzieciaków! – kobieta wyjęła z kieszeni płaszcza zwiniętą w rulonik kopertę – patrz, co piszą!



Cześć mamo, tato i Lily!

Fajnie się bawimy, nie ma co! Mamy dużo pracy domowej, ale za to Malfoy oberwał! Będzie miał szlaban przez dwa miesiące u McGonagall, my jej tylko troszkę pomogliśmy, wysyłając pewien list… A z resztą, nie ważne! Babcia wysłała nam Fasolki We Wszystkich Smakach i Al natrafił na tą o smaku gilowym… Hi, hi, teraz chce mi wytrącić pióro z ręki, więc nie dziwcie się, że zrobię kleksa.

Całuski,

Albus, James i Teddy

A w szczególności James, bo to ja pisałem ten list



Dorośli spojrzeli na siebie.

- Damy im karę za ten list dla Malfoya? – zagadnęła Ginny.

- Jasne, że NIE! - wrzasnęli jednocześnie.

Wybuchli śmiechem.

- A, właśnie, chciałaś coś powiedzieć, kiedy wchodziłaś do domu – Harry spoważniał – Co to było?

- No bo… Widzisz… - uśmiechnęła się Ruda –  Chciałam ci to powiedzieć wcześniej, ale nie było okazji… Znowu będziemy rodzicami!




Końcówka trochę kiepska, ale mam nadzieję, że się podoba ;)  Piszcie, czy fajne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz