- Nareszcie jesteś! - powiedziała Ginny, kiedy
Harry w końcu dostał się do domu - Co tak długo?
- Problem z Lily - odparł
zdawkowo.
- A, rozumiem - Ginny
pokiwała głową - dlatego teleportowała się z Ronem. A gdzie Hermiona i Ted?
- Nie wiem, weszli do kominka za
mn... - Harry nie dokończył, bo usłyszeli trzask towarzyszący teleportacji przed
domem. Oboje wyjrzeli przez okno i zobaczyli stojącą pod furtką Hermionę, za
którą Teddy zawiązywał sznurówkę. Po chwili wszyscy zebrali się w jadalni i
usiedli przy stole.
- Ciekawe, co
ugotuje Stworek - Ron zatarł ręce - Konam z głodu! Hermiono, też musimy sprawić
sobie skrzata!
- Tylko znowu nie
zaczynaj! - powiedziała ostro Hermiona - Mówiłam ci, że...
- "Skrzaty domowe to nie niewolnicy, trzeba walczyć o
ich prawa, a ty jesteś członkiem WESZ, więc powinieneś to wiedzieć!" -
przedrzeźniał ją Ron nienaturalnie wysokim głosem. Ona udała, że jest wściekła,
ale zdradził ją wyraz rozbawienia na twarzy.
- Mamo, możemy iść do mojego pokoju? - spytał James -
Mamy coś do zrobienia, prawda, Teddy?
- Mnie w to nie mieszajcie - Ted skrzyżował ręce na
piersi.
- James, jeszcze nie
jedliśmy - pouczył go Harry - po jedzeniu, owszem, może nawet rozegramy mecz
qwidditcha w ogrodzie, co wy na to?
- Ja się piszę! - zawołała Ginny - A wy, dzieci? Ron?
- Ja z chęcią - przyznał
Rudzielec - Ale jednak nie. Jeszcze mnie tylna część ciała nie przestała boleć
po aportowaniu się w krzaki.
-
Tato, mamy coś do załatwienia - upierał się Jam - Nie możemy grać w
qwidditcha.
- Jak sobie chcecie -
westchnął Harry. A tak miał ochotę na kolejny lot swoją Błyskawicą 2000, którą
dostał na święta od Ginny...
-
Harry, możemy się we dwójkę przelecieć jutro, kiedy dzieci wyjadą do Hogwartu -
zaproponowała - Przy okazji trochę podszkolimy Lily, żeby była nową ścigającą
Gryffindoru, prawda kotku?
- Tak,
mamo - burknęła Lily - kiedy w końcu BĘDĘ w Hogwarcie. Obok Harre'go aportował
się Stworek.
- Pieczeń z indyka,
Harry Potter, sir - skłonił się - Z pieczonymi kartoflami, jak pan
lubi.
- Dziękuję, Stworku -
ucieszył się Harry - a teraz możesz iść odgnomić ogródek?
- Wedle życzenia, Harry Potter, sir! - skrzat dygnął z
galanterią i deportował się do ogrodu. Hermiona najwyraźniej chciała coś
powiedzieć, bo otworzyła usta, ale Ron uciszył ją spojrzeniem.
- Dobwe - stwierdził z ustami
pełnymi jedzenia - Stwołek jezd dofkonały! Dobwe zrobiłeś, że go pfyjołeś do
Ftfumyczka!
- Nie mówi się z
jedzeniem w buzi- stwierdziła ozięble Ginny. Harry wiedział, że
pouczanie starszego brata dawało jej mściwą satysfakcję, gdyż już w Hogwarcie
często się kłócili.
- Harry, wiesz
może, czy McGonagall nadal uczy? - zainteresowała się Hermiona.
- McGonagall? Ta od transmutacji?
Uczy, a jakże - odpowiedział Al- Nawet jest dyrką.
- Ach - westchnęła Hermiona.
- Hermiono, naprawdę chciałaś uczyć transmutacji? -
Ron udawał zdziwienie, ale Harry wiedział, że tak jak on podejrzewał to już od
dawna. Kobieta zarumieniła się, ale nic nie odpowiedziała.
- Mamo, tato, już zjedliśmy, możemy iść na górę? -
zaczął prosić James.
- Dobrze, ale
zaraz spakujcie kufry - zgodziła się Ginny. Wśród dzieci wybuchło wielkie
poruszenie. Poderwały się od stołu i szybko wbiegły po schodach na górę,
przekrzykując się wzajemnie. Hermiona pokręciła głową.
- Ciekawe, co oni tam robią...
***
Pięcioro dzieci weszło do zagraconego pokoju. Wszyscy
stłoczyli się naokoło dębowego biurka. Rudowłosy chłopiec podszedł do drzwi i
zamknął je na klucz.
- Cisza... -
szepnął James - Nasi rodzice są na dole, ale mimo wszystko musimy być ostrożni,
żeby nas nie podsłuchali.
- Jaki
mamy plan? - zagadnęła Rose, wpatrując się w zabałaganione biurko. Wszędzie walały
się pióra, kałamarze, kartki powyrywane z zeszytów i wielki, zrolowany plakat
Tajfunów. W oczy rzucała się złota klatka, w której cicho siedziała jasnobrązowa
sowa.
- Damy Delicji ten list -
rudzielec pokazał zieloną, niezaklejoną kopertę, którą trzymał w ręku - tylko
trzeba podrobić podpis Malfoy'a. Rose, jesteś kujonką, znasz jakieś zaklęcie na
to?
- Tak - odparła brunetka -
Gdzie ma być podpis?
- Tutaj -
Lily wyrwała bratu kartkę i pokazała palcem na białe miejsce u spodu
kartki.
- Czy to dobry pomysł? -
jęczał Hugo - Mama będzie zła!
-
Cicho! - skarciła go siostra - Musimy to zrobić, jeśli chcemy dopiec temu
lizusowi! A bardziej zła, niż była wczoraj, kiedy włożyłeś jej pod poduszkę jajka bahanek, już raczej nie będzie.
Wyjęła ze swojego kufra bardzo jasną, prawie białą różdżkę i
przyłożyła ją do papieru. Przez chwilę się namyślała, aż w końcu powiedziała
cicho:
- Falsificatio
podpis Malfoy'a!
Przez kilka
sekund nic się nie działo. Po ich upływie na miejscu, gdzie przystawiła różdżkę,
pojawiły się wymyślne zawijasy. James wziął kartkę do ręki.
- Dra-co-n-Ma-lfoy - przeczytał - Ro, jesteś genialna!
McGonagall na bank się na to nabierze!
- To bardzo zaawansowana magia - powiedziała z Rose nieukrywaną dumą w głosie -
Mało kto zna to zaklęcie, więc prawie nikt nie broni przed nim swojego podpisu.
Przeczytałam to w "Zapomnianej Magii".
- Taak, super, dzięki Rozi, ale znasz jakieś zaklęcie
na zaklejanie koperty? - mruknął James - Gdzieś wcięło mój magiczny
klej!
Po chwili na jego twarzy
odmalowało się przerażenie.
-
Rose, NAMIAR! - syknął. Wszyscy popatrzyli po sobie.
- Ojej, zupełnie o nim zapomniałam! - wyszeptała
brunetka - Ale chyba mnie nie wywalą, pierwszy raz używam magii poza
Hogwartem...
- Ona ma rację. Nie
wyleją jej, więc nic się nie stało - wzruszył ramionami Albus - Jak rodzice będą
na ciebie wrzeszczeć, powiedz im, że zapomniałaś się i za pomocą magii wyjęłaś
książkę z kufra - zwrócił się do Rose.
- Tak, racja - odetchnął z ulgą sprawca całego
wydarzenia - Najlepiej nic im teraz o tym nie mów.
- Nie gadaj, tylko wysyłaj sowę - zniecierpliwiła się
Lily - Im szybciej, tym mniejsze ryzyko, że nas nakryją.
***
Po
zjedzeniu wszyscy przenieśli się do salonu oglądać mecz qwidditcha (Koreańskie
Komety na Pioruny z Petersburga). Harry siedział pomiędzy Ginny a Ronem, który
raz po raz komentował zachowanie obrońcy. W czasie przerwy Hermiona zaczęła
czytać najnowszy numer Proroka Codziennego.
- Harry, zobacz! - wykrzyknęła pokazując palcem na
nagłówek z pierwszej strony - Przeczytaj to! Harry wziął do ręki gazetę.
Pokazany przez Hermionę artykuł poprzedzało wielkie, czarnobiałe zdjęcie, z
którego dwie pulchne postacie wykrzykiwały coś z grymasem na twarzy. Znał ich.
To Carwowie, jedyni pozostali na wolności śmierciożercy, których on i reszta
aurorów szukała od dawna. Zaczął czytać na głos:
CARWOWIE W KOŃCU DOSTRZEŻENI!
Według naszych informatorów, koszmarne rodzeństwo,
które ostatnio przyspożyło Ministerstwu wiele kłopotów, zostało rzekomo
dostrzeżone przez panią Hegemonię Durff, która utrzymuje, że dwójka podejrzanych
czarodziejów usiłowała rzucić na nią zaklęcie
Cruciatus.
"Całe
szczęście miałam przy sobie różdżkę. Oszołomiłam ich, po czym szybko
teleportowałam się z polany, na którą wybrałam się na spacer. Na razie nie mam
odwagi tam wrócić. Jestem pewna, że Ministerstwo Magii powinno coś z tym
zrobić!", twierdzi pani Durff. Na razie czeka na przesłuchanie. Ministerstwo
Magii prosi o otrożność.
"Jeżeli ci dwoje znowu się ujawnili, to znaczy, że
mają jakiś plan działania, prosimy więc całe społeczeństwo czarodziejów o
zachowanie wszelkich środków ostrożności.", wypowiada się Minister Magii,
Korneliusz Knot.
- Co za
brednie! - stwierdził Ron - gdyby to byli Carwowie, zabiliby tą kobietę, a nie
rzucali na nią Cruciatusa!
- Możliwe, ale nie wiadomo. Może postanowili na razie
nie wychylać się ze zbrodniami, żeby od razu ich nie nakryto? - zastanowił się
Harry. Hermiona pokiwała głową.
-
Na razie poczekajmy na wyniki przesłuchania - zbagatelizowała Ginny - Ale myślę
tak jak Ron, co jest bardzo dziwne. Harry, sowa!
Rzeczywiście, przez okno wleciała do pomieszczenia
mała, brązowa sówka przypominająca Świstoświnkę. Zrzuciła do ręki Harrego
czerwoną kopertę opatrzoną pieczęcią Hogwartu.
- Co to może być? - zaciekawił
się.
- Otwórz to, stary! - nalegał
Ron - Może Rose została młodzieńczym prefektem? Moja krew!
Hermiona zachichotała. Potter zmarszczył czoło i
otworzył list. Wyjął żółtawą kartkę papieru.
- Daj, ja przeczytam - Ginny wyciągnęła rękę po papier
- Jescze nigdy nie czytałam listów z Hogwartu innych niż lista książek.
Harry szybko się zgodził. Lubił,
kiedy jego żona była zadowolona. Jednak w miarę czytania jej twarz robiła się coraz mniej radosna. W końcu jęknęła:
- Któreś z naszych urwisów używało magii. Całe
szczęście to tylko ostrzeżenie, ale chyba powinni ponieść
konsekfencje?
- Od razu
wiedziałem, że będą jakieś kłopoty - westchnął Harry - Ginny, to tylko dzieci.
Każdemu się zdaża, a założę się, że jak zobaczą ten list, nie będą mieli ochoty
robić tego jeszcze raz.
Ginny
pokiwała w milczeniu głową.
- Ale musicie przyznać, że nieźle wykombinowali! - zachichotał Ron.
***
Harry leciał na miotle jak szalony. Lily siedząca za
nim piszczała z uciechy.
-
Kochanie, trochę wolniej, ona spadnie! - lamentowała Ginny - King Cross jest już
blisko, obniżmy lot. Harry i Lily zaczęli lecieć w dół, a za nimi reszta
rodziny: Ginny, Albus, James i Teddy na swoich Błyskawicach 2000. Obok na
Nimbusach leciał Ron z Hugiem, Hermiona i Rose. W końcu wszyscy wylądowali w
krzakach przed dworcem i powsadzali miotły do kufrów. Puścili się biegiem na
dworzec i kiedy w końcu przeszli przez barierkę dzielącą dwoszec 9 i 10 byli tak
zdyszani, że nic nie mówili. Kiedy już trochę odpoczeli, skierowali się w stronę
buchającej dymem, czerwonej lokomotywy Express Londyn - Hogwart. Przez peron przelewali
się uczniowie, więc trzymali się blisko siebie, by uniknąć zgubienia.
- Dzieci, idźcie szybko, zaraz
jedenasta! - przeraził się Harry. Czwórka Gryfonów puściła się biegiem do
pociągu ciągnąc za sobą kufry i klatki z przerażonymi zwierzętami. Po chwili
wychylili głowy z okna w swoim przedziale, by pożegnać się z
rodzicami.
- Cześć, dzieci,
będziemy często pisać! - Harry machał jedną ręką do swoich dzieci, a drugą do
Rose i Huga. Hermiona wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. Po chwili
pociąg ruszył. Harry machał do dzieci, aż Express zniknął za zakrętem. Ginny
chwyciła go za rękę.
- Poradzą
sobie - szepnęła i pocałowała go. Lily marudziła:
- Mamo, ja też chcę do Hogwartu!
Ron i Hermiona pożegnali się z przyjaciółmi i
skierowali się do domu.
- To
widzimy się za tydzień, kiedy wrócimy z Grecji? - upewnił się
Ron.
- Oczywiście - odpowiedział
Harry i klepnął go po plecach - Trzymajcie się!
- Pa kochani, będziemy tęsknić! - krzyknęła Hermiona i
oboje szybko wybiegli z dworca.
Harry spojrzał w brązowe oczy Ginny.
- To co, zostaliśmy sami? -
powiedział cicho - Oczywiście, sami oprócz Lily?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz