sobota, 7 lipca 2012

Rozdział III


Kochani chłopcy, myślę, że w Hogwarcie wszystko dobrze. Zadali Wam dużo pracy domowej? Mieliście już okazję do wykorzystania zaklęć z mojej książki do eliksirów? James, mam nadzieję, że nie dokuczasz Albusowi, a Tobie, Albusie, gratulujemy przyjęcia do Gryffindoru! Trzymajcie się! Teddy, wysyłam Ci pozwolenie na wycieczki do Hogsmade. Pozdrówcie od nas Rose i Huga!

Całusy,

Mama i Tata



Harry podpisał list i podał go Ginny, która stała nad jego biurkiem.

- Kochanie, nie wiem, czy to opowiednie pytanie - jego żona wskazała na fragment "Mieliście już okazję do wykorzystania zaklęć z mojej książki do eliksirów?" - po co prowokować sytuację? Pamiętasz, co się stało, kiedy wykorzystałeś jedno z tych zaklęć na Malfoy'u?

Harry pokiwał głową. Kiedy w szóstej klasie chciał wypróbować zaklęcie z owej księgi, na ciele Dracona pojawiły się głębokie rany, z których strumieniami wyciekała krew. Gdyby nie interwencja ówczesnego nauczyciela eliksirów, profesora Snape'a, chłopak niechybnie by zginął. Tak, nie warto było ryzykować jeszcze raz. Harry wykreślił niefortunne zdanie, a zamiast niego napisał: "Czy syn Malfoy'a jest takim palantem jak jego ojciec?". Spod pióra Ginny wyłoniły się ciekawe zawijasy, po czym list został zrolowany i podany bardzo żywej sowie, Świstośwince. Świnka wyleciała za okno, a Harry zamyślił się. Lily pojechała w odwiedziny do swojej koleżanki Helen, córki Nevilla. Został w domu sam z Ginny.


***



Albus siedział w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Oprócz niego wszyscy wyszli na korytarz, żeby obejrzeć popisywania jego kuzynki w drugiej linii. Podobno "Umie wyczarować patronusa godnego Harrego Pottera", jak mówiła Samantha Thomas, ale on jej nie wierzył. Wiedział, że jego ojciec jest najlepszym czarodziejem wszechświata i nikt, nawet ta głupia Veruca nie jest wstanie zmienić jego zdania. Podszedł do kominka i zapatrzył się w ogień. O, jak bardzo by chciał, żeby teraz pojawiła się w nim twarz Dalili Lovegood! Znał ją właściwie od wczesnego dzieciństwa. Jego ojciec przyjaźnił się z Luną, matką Dalili, więc często się spotykali. Dalila była ładna. Miała długie, kasztanowe loki, rozbiegane zielone oczy i małe, czerwone usta. Wziął do ręki leżący na stole zielony zeszyt. Otworzył go na pierwszej, czystej stronie. Wyjął z kieszeni pióro i zaczął pisać:



Dzisiaj Veruca OCZYWIŚCIE musiała zrobić zbiegowisko. Jestem sam w PW, nawet James i Teddy poszli ją podziwiać. Dalila niestety jeszcze nie poszła do Hogwartu, ma dopiero 10 lat. Mimo to potrafi wyczarować takie piękne kwiaty... Niestety McGonagall zadała nam stopę pergaminu o zastosowaniu Kamienia Filozoficznego, a Slughorn kazał mi ćwiczyć robienie jakiegoś tam eliksiru. No cóż, muszę czekać jesze rok... Dobra, kończę, bo nie zdążę z tą pracą domową.



Z westchnieniem narysował kolejne dziwne znaczki, od których pełny był jego dziennik. Nie znał dokładnie ich znaczenia, ale nie mógł się od tego powstrzymać. Odłożył zeszyt do kufra stojącego obok, a po chwili wyjął z niego czysty pergamin i podręcznik do eliksirów.



***



Harry ucieszył się, kiedy w końcu wyszedł do ogrodu i mógł odetchnąć świeżym powietrzem. Ginny pisała w domu artykuł do Proroka Codziennego i nie chciał jej przeszkadzać. Rozglądał się po ciemnej i lekko zasypanej liśćmi ziemi. Był ciekaw, co porabiają jego dzieci. Nie spodziewał się, że od razu odpiszą, a jednak... Na razie Ministerstwie nie miał za wiele do roboty. Okazało się, że Carwowie nie pojawili się od ostatniej afery, nie było też żadnych tajemniczych zniknięć.

- Aqwamentis - szepnął i machnął różdżką w stronę przywiędłego krzaczka. Ostatnio było jakoś tak dziwnie... spokojnie. Nie to, że tęsknił za Voldemortem, ale brakowało mu jakiejś akcji, przygody. Postanowił śledzić wszystkie wiadomości o kłopotliwym rodzeństwie, jakie tylko wpadną mu w ręce. Odkąd redaktorem naczelnym "Proroka Codziennego" został Seamus, artykuły były trochę bardziej prawdopodobne, postanowił więc zamówić prenumeratę. Stworek aportował się kilka kroków dalej, wyrywając go z rozmyślań.

- Harry Potter, sir, w domu, w pokoju lady Lily pojawiła się bahanka. Czy mam ją spryskać?

- Tak, Stworku, byłoby miło - odparł Harry kopiąc czubkiem buta drobny kamyk.

- Wedle życzenia, sir! - Stworek salutując deportował się. Przez moment Harry wpadł w taką melancholię, że odruchowo pomacał się po szyi, żeby sprawdzić, czy nie znajduje się tam horkrus Voldemorta w postaci medalionu Slytherina. Przypomniał sobie jednak, że jego właściciel już nie żyje, a sam przedmiot został zniszczony.

- Lumos - mruknął, bo zrobiło się ciemno. Z górnego okna wychyliła się rudowłosa głowa Ginny.

- Harry, chcesz dostać zapalenia płuc? Wracaj do domu, leje deszcz!



***



Albus odetchnął z ulgą. Praca dla McGonagall odwalona, eliksiry też. Powoli Gryfoni zaczęli wpływać do PW. Veruca, oczywiście z Ravenclawu (bo taka mądra!), pożegnała się ze swoim gronem fanów i ruszyła do Pokoju Krukonów.

- I co, Al? - zagadnął - Teddy - Cieszysz się?

- A z czego? - spytał Albus.

- Ja i Veruca jesteśmy parą! - uśmiechnął się szeroko - Super, co?

- Taaa, super - mruknął Albus - Sorry, ale chcę pójść do biblioteki. Longbottam zadał masę pracy domowej.

Tak naprawdę nauczyciel zielarstwa nie zadał ani cala pergaminu. Po prostu chciał się jakoś pozbyć "szczęściarza" i jego durnej dziewczyny. Wybiegł z Pokoju Wspólnego Gryfonów i zaczął śpiesznym krokiem podążać do biblioteki znajdującej się na najniższym piętrze. Drogę zagrodził mu Simphson i jego dwójka kumpli, nieco wyższych i masywniejszych od niego.

- Czego, Pottass? - syknął - wiesz, że to nasz teren. Zapłać trzy galeony.

- Zjeżdżaj, Malfoy - odparował Al, mimo, że zwykle był bardzo spokojnie usposobiony - Mam coś do załatwienia, a ty mi w tym nie przeszkodzisz. Próbował przedrzeć się na schody, ale nie udało mu się to. Zanim zdążył zrobić ruch, kumple Malfoya jednocześnie ryknęli:

- Drętwota!

Struga niebieskiego światła uderzyła go w brzuch. Różdżka wypadła mu z ręki i zgrabnie wylądowała na przegubie jednego z przyjaciół Simphsona. Odrzuciło go w ścianę. Albus starał się zebrać oddech. Zamknął oczy. Jak przez warstwę styropianu słyszał chichoty terrorystów, szybkie kroki i już nic więcej.



-----------------------------------------------------------------------------



Przepraszam, że tak krótko. Po prostu przerwałam w tym momencie, żeby Was zaciekawić, a jeśli mi się nie udało, to przepraszam, popracuję jeszcze nad aktem zaskoczenia ;) Z okazji wakacji wszystykim życzę wspaniałej pogody i wielu przyjemności :)

Pozdrawiam ;)

1 komentarz: