czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział V

- Panie Weasley, może czas, żebyśmy mówili do siebie po imieniu?

Wysoka i szczupła kobieta o kruczoczarnych włosach zwróciała się do Rona. Miała na sobie obcisłe legginsy w panterkę, jinsową kurtkę i białe tenisówki, czyli strój statystycznej mugolskiej dziewczyny. Nic nie wskazywałoby na to, że jest czarownicą, gdyby nie nietypowy środek lokomocji: stary but, który właśnie z obrzydzeniem odrzuciła na bok.

- Wspaniały świstoklik, Mirando! - pochwalił stojący obok rudowłosy mężczyzna.

Kobieta zarumieniła się.

- Dziękuję, Ronaldzie. Lata praktyki.

Odrzuciła na bok długie włosy i kontynuowała:

- A teraz mamy chyba coś do zrobienia, prawda?

- Jasne. Ale powiedz, byłaś już kiedyś w Londynie?

- Nie, jeszcze nie.

- Lepiej będzie, jak ci pomogę - zaproponował usłużnie rudzielec - Chodź za mną.

Skierowali się do zwyczajnie wyglądającej, czerwonej budki telefonicznej. Gdy weszli do środka, Ron wybrał jakieś cyfry na aparacie.

- Skorzystamy dzisiaj z wejścia dla gości - oznajmił. Chwilę później z telefonu dało się słyszeć metaliczny, kobiecy głos.

- Ministerstwo Magii wita gości. Proszę podać imiona, nazwiska i sprawę, w jakiej państwo do nas przychodzą.

- Ronald Weasley i Miranda Marrok - powiedział ze znudzoną miną Ron - Chcę pokazać tej pani Kwaterę Aurorów.

Z dziurki, przez którą zwykle wkłada się do automatu pieniądze do ręki Weasley'a wpadły dwie etykietki z ich imionami i nazwiskami, oraz dopiskiem:

Misja obserwacyjna Kwatery Głównej Aurorów

Mężczyzna dał jeden z kartoników Marrok. W tym momencie kabina zaczęła się trząść.

- Uważaj, Mirando, może lepiej złapiesz mnie za rękę? - zaproponował.

***

- France, mówilam ci już, żie nie miożemi bić razem!

- Oszukałaś mnie, Veruco!

- Nie, France, to nie tak! Nie roziumiesz? Ja miuszę!

- Nie odwracaj kota ogonem, zdrajczyni krwi!

- Więc ti cały czas, khiedy byliśmy rhazem, widzialeś we mni tilko zdrhajczinię krhwi?! Spieprzhaj, Abbot!

- Ale... Weasley, daj spokój, tylko się uniosłem i...

- Phowiedziałam, sphieprzaj!


***

Albus szedł przez ciemny las. Nie był to Zakazany Las, ponieważ drzewa rosły w nim znacznie gęściej. Wokół nie było żywej duszy, tylko jakaś sowa pohukiwała gdzieś daleko. Nagle ktoś zastąpił mu drogę. Nie wiedział, kto to, bo miał na głowie głęboki kaptur. W ręku trzymał skrawek podpalonego pergaminu, na którym widniały dziwaczne znaki.

- Przetłumacz mi to - odezwał się chrapliwym głosem.

- Nie wiem, co to znaczy - skłamał.

Zakapturzona postać stęknęła, i wysunęła swoją spowitą rękawiczką rękę.

- Tłumacz. Natychmiast. Wiem, że znasz te znaki.

Albus obudził się zlany potem. A więc to miał na myśli ojciec, kiedy opowiadał mu o swoich nocnych koszmarach. Kto to był? Po co mu te znaki? Chłopak wyślizgnął się z łóżka i zasunął kotary, żeby wszyscy myśleli, że jeszcze śpi. Cichaczem podszedł do masywnej szafy stojącej w rogu dormitorium. Rozsunął ostrożnie drzwi i wyjął z dna szafy swój kufer. Zdjął wieko i natychmiast wsunął rękę po swój pamiętnik. Otworzył go na pierwszej stronie:

Wczoraj dostałem cię na urodziny. Mama mówi, że też kiedyś pisała pamiętnik i że to wspaniała zabawa. Mam nadzieję, że mówi prawdę, chociaż wolałbym dostać nowy model Błyskawicy, który tata obiecał mi kupić na Święta. Uwielbiam pizzę, a dzisiaj miałem jej tyle, że prawie żołądek mi pękł, podzieliłem się więc z Dalilą Lovegood, która jest o rok młodsza ode mnie, więc teraz ma dziewięć lat, bo ja mam dziesięć. Za rok pójdę do Hogwartu, oczywiście będę w Gryffindorze, tak jak James, mama i tata. Lily nie biorę pod uwagę, ma dopiero dziewięć lat, tak jak Lila, więc nie można jeszcze sprawdzić, jaki ma charakter. Ja zdałem test odwagi, który zrobił nam Jam, a Lily nie chciała, bo miała nieodpowiednie buty, więc kto wie, co z niej wyrośnie. Mam nadzieję, że nie będzie w Slytherinie, to najgorszy dom. Ravenclaw może być, Huflepuff jest dla nieposiadających talentu, jak mówi mój brat. Teddy twierdzi, że Huflepuff jest do bani, bo chodzi tam jego była dziewczyna. Zerwali ze sobą w Walentynki, więc twierdzi też, że nienawidzi tego święta.

Albus skierował wzrok na dół strony, gdzie znajdowały się dziwne znaczki, jak na przykład coś w rodzaju odwróconego "P" połączonego z "G" i nie tylko. Na wszystkich zapisanych stronach widniały podobne symbole, a najdziwniejsze było, że wydawało mu się, iż umie je odczytać...


***

Harry aportował się naprzeciwko wejścia do Kwatery Głównej Aurorów. Szedł przez długi, biały korytarz cicho pogwizdując. Zatrzymał się przed glinianą figurką gargulca.

- Hasło - wycharczał gargulec.

- Sectumsempra - wyrecytował.

- Źle! - gargulec zaświecił się na czerwono - Zostały dwie próby i wzywam oddział aurorów!

- Przecież JA też jestem aurorem... - mruknął Harry.

- Źle! - tym razem figurka zrobiła się purpurowa - Została jedna próba i zostaniesz przechwycony przez aurorów.

Mężczyzna zacisnął pięści, ale wolał się już nie odzywać.

- Qwidditch? - zaryzykował.

Tym razem gargulec przestał świecić i odsunął się od wrót, z których spadł łańcuch. Harry odetchnął z ulgą i przekroczył próg. Zalazł się w ogromnym, przestronnym pomieszczeniu tak białym, jak korytarz. Zachodnia ściana pokryta była różnego rodzaju obrazami przedstawiającymi najczęściej czarne lasy, zdradliwe wody oceanu oraz zwierzęta przypominające duże, czarne króliki z mieniącymi się na wszystkie kolory oczami, zwane pospolicie Zwierzętami Voldemorta, ponieważ nikt nie odważył się wymyslić dla nich jakiejś sensownej nazwy z obawy przed ich gniewem. Po sali w te i we wte przechadzali się aurorzy w białych kombinezonach, lub pełniące patrol chimery. Szatyn skierował się do drzwi pomalowanych na odcień miodowy ze słowami wymalowanymi magiczną, srebrną farbką na belce przypominającej kartonik na wizytówki:

Harry James Potter
Zastępca Zastępcy Głównodowodzącego Aurorów
Wchodzić tylko za wyraźnym pozwoleniem ww. Aurora

Już miał wyciągnąć rękę, aby wpisać kod potrzebny do otworzenia drzwi, gdy wśród głów swoich współpracowników dostrzegł znajomą, rudą czuprynę.

- Nie, to niemożliwe... - zasępił się - Czyżby to był... Ron! - wymówił głośniej ostatnie słowo, aby przyjaciel dowiedział się o jego obecności. Po chwili zauważył, że faktycznie się nie pomylił.

- Harry! - zawołał Ronald idąc w jego stronę. Za nim szła jakaś czarnowłosa kobieta.

- To jest Miranda Marrok - przedstawił koleżankę - Mirando, to jest Harry.

- Potter? - zdziwiła się dziewczyna i wyciągnęła w jego stronę dłoń z pomalowanymi na czerwono paznokciami - To zaszczyt cię poznać! Tyle o tobie słyszeliśmy w Meksyku... Koleżanki nie uwierzą, że naprawdę z tobą rozmawiałam!

- Bardzo mi miło - powiedział chłodno - Ron, musimy pogadać. Pani zgodzi się zostać - dodał widząc, że Miranda stara się podążać za nimi. Kobieta zaczerwieniła się.

- Ależ... oczywiściem, poczekam.

Harry poprowadził Rona do swojego gabinetu. Zatrzymał się przy małym monitorze i wpisał skomplikowany ciąg liczb. Ekranik zaświecił się na zielono i drzwi się otworzyły. Gdy mężczyźni weszli do środka, drzwi zasunęły się i zapadła cisza, gdż były one dźwiękoszczelne. Pokój był duży. Podłoga była wyłożona zielonym dywanem, a ściany pomalowano na biało. Na końcu gabinetu znajdowało się okno, zaczarowane tak, aby pokazywało błękitne niebo, mimo, iż Ministerstwo miało siedzibę pod ziemią. Naprzeciwko okna stało kremowe biurko, przy którym figurowało krzesło na kółkach. Oprócz tego w pokoju znajdowała się mini - biblioteczka i dwie wygodne kanapy stojące za zminiaturyzowanym stoliczkiem, który na szklanym blacie dźwigał granatowy odbiornik radia, w tym momencie wyłączony. Cała ściana oklejona była wycinkami z Proroka Codziennego, a tuż nad masywną półką na najpotrzebniejsze rzeczy wisiał duży herb Gryffindoru i fotografia rodzinna, przedstawiająca objętych Harry'ego i Ginny. Przed nimi stała Lily trzymająca w ręku rączkę od klatki z dwiema sowami w środku: Delicją i nową Hedwigą. Obok kucali James i Albus, a za nimi Teddy, który podniósł głowę znad jakiejś książki.

- Możesz usiąść na fotelu - oznajmił Harry, po czym sam usiadł obok, na drugim.

Ron wypełnił polecenie, ale zaraz skrzywił sie.

- Stary, co ty jesteś taki poważny? - zdziwił się.

- Hermiona wszystko nam opowiedziała, Ronaldzie. Jak mogłeś jej coś takiego zrobić?! I teraz okazuje się, że jesteś w kraju, podczas, gdy miałeś być gdzieś w Grecji! Co ty sobie wyobrażasz?! W dodatku łazisz z jakąś kobietą z Meksyku, Bóg wie w jakim celu! Wytłumacz się!

Weasley zaczerwienił się i przez chwilę wpatrywał zawzięcie w swoje buty.

- No... Wiesz... To praca, no nie? Szef Mirandy kazał jej pomóc w chwytaniu Carwów. Nie jej wina. Ani nie moja, że mnie wyznaczyli. Powinieneś to wiedzieć, skoro jesteś Zastępcą Zastępcy Głównodowodzącego Aurorów.

Szatyn chwilę się zastanawiał, po czym powiedział:

- Przepraszam, stary, że tak na ciebie nawrzeszczałem, ale żal mi Hermiony. Na twoim miejscu poszedłbym ją przeprosić i zostawił w diabły tę całą Mirandę Marrok zaraz po pokazaniu jej Kwatery. Dalej sobie chyba poradzi, no nie?

Ron uśmiechnął się.

- Wiedziałem, że mnie zrozumiesz. A swoją drogą, wiesz może, gdzie tu jest łazienka?

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zmieniłam zdanie, jednak zostawiam opowiadanie takie, jakie jest, tylko wprowadziłam drobne zmiany w zakładce "Postacie".
Życzę miłych wakacji i do napisania ;)

3 komentarze:

  1. Najpierw zaciekawił mnie adres.
    Mam wielką słabość do Harrego i jego przyjaciół i wręcz nie mogłam się mu oprzec.
    Weszłam tu przypadkiem mocno zaintrygowana i zaczęłam czytać.
    I naprawdę mi się spodobało.
    Zachwycasz niezwykłą ciekawością i stylistyką opowiadania.
    podoba mi się sam pomysł pokazania postaci z całkiem innej perspektywy niż spotkałam do tej pory a oryginalność to coś co w sobie cenię.
    naprawdę nie mam nic ci do zarzucenia i jestem pełna wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj.
    Jesteśmy nową (a więc pełną sił i chęci) ocenialnią, w skład której wchodzą doświadczone oceniające, zaznajomione zarówno z meandrami polszczyzny, jak i z kanonem świata wykreowanego przez Rowling. Chcesz poznać nasze zdanie o Twoim tekście? Zgłoś się już dziś, gwarantujemy szczerość i konstruktywną krytykę.
    Pozdrawiamy,
    Załoga Szlafroka Śmierciożercy
    http://szlafrok-smierciozercy.mylog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybacz za SPAMy pod rozdziałem.
    Uprzejmie informuję że na http://oceny-blogow-hp.blog.onet.pl/ pojawiła się ocena Twojego bloga. Wiem, że jesteś oceniającą, ale chyba czekałaś właśnie na tę ocenę, prawda? ;) Wybacz za ten długi okres.

    OdpowiedzUsuń